„Za kogo uważają Mnie ludzie?”

Te kluczowe dla życia duchowego pytania, każdy człowiek musi sobie kiedyś postawić. Kim jest dla mnie Chrystus? Ile On dla mnie znaczy? Co z tego wynika dla mojego życia?

No, można żyć także i bez zadawania sobie takich pytań i jakoś to życie biegnie, ale wtedy oznacza to po prostu odpowiedź nie tyle negatywną, co niechlujną i bezmyślną, a to także rzutuje na jakość naszego życia. Bez jednoznacznego określenia swojego stosunku do Boga, do Chrystusa, życie chrześcijanina staje się marną wegetacją. I jesteśmy chyba na co dzień świadkami wielu takich wegetacji, smutnych namiastek wiary, religijnego pozoranctwa, duchowej bezmyślności.

Więc może trzeba by sobie to pytanie postawić i jakoś się wobec Boga określić? Albo wierzę i ufam Mu, i jest On moim Panem i Zbawcą; albo też nie chcę, by miał On z moim życiem cokolwiek wspólnego i wtedy daję sobie spokój z religią i Kościołem. Byłaby to sytuacja jasna i uczciwa, a Bóg potrafi to uszanować. Niestety, na ogół boimy się takiej jednoznaczności i wolimy stosować zasadę: Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek, a raczej Panu Bogu ogarek.

A wszystko wynika chyba z tego, że za mało znamy Boga. W gruncie rzeczy nie wiemy, w co mamy wierzyć i komu powierzyć swoje życie, i dlatego przychodzi nam to tak niemrawo. Zamiast żywej wiary i osobistej relacji z Bogiem bliskim, znanym i kochanym, pozostają z konieczności jedynie pewne zasady, obyczaje i obrzędy religijne: posty piątkowe, kolęda, sporadycznie msze, a od wielkiego święta spowiedź. Ale gdyby kogoś zapytać, po co to robi, nie potrafiłby odpowiedzieć, albo też zdziwiłby się, po co w ogóle te pytania.

Zresztą najprawdopodobniej większość z nas potrafiłaby wyrecytować jakąś formułkę dotyczącą Pana Jezusa: ostatecznie coś tam pamiętamy z lekcji religii. I prawdopodobnie byłaby to formułka poprawna: że jest to Syn Boży, Zbawiciel. Formalnie odpowiedź dobra, tyle tylko, że pusta, niewiele mówiąca. Święty Piotr w pierwszym odruchu także udzielił takiej odpowiedzi.

Była to rewelacja, bo przed nim nikt jeszcze tak wyraźnie nie wyznał wiary w Jezusa jako Mesjasza. Ale wiara ta była niedojrzała i nieświadoma. Piotr rzucił jakiś termin, trafił w dziesiątkę, ale zaraz okazało się, że zupełnie nie wie, co ten termin oznacza. Nieraz tak bywa na egzaminach czy przy rozwiązywaniu krzyżówek: coś się kojarzy, litery pasują, ale już nie chce nam się sprawdzać w encyklopedii, co to właściwie znaczy.

Niestety, w dziedzinie wiary także poprzestajemy na pewnych dźwiękowych skojarzeniach i nieporadnym powielaniu religijnych schematów. A przecież tak być nie musi! Każdy, kto tylko chce, może lepiej poznać Boga i pogłębić swoją wiedzę religijną, znajomość Ewangelii, duchową więź z Chrystusem. Nikt nie rodzi się ani nie staje od razu teologiem czy chrześcijaninem; lecz można i trzeba się tego nauczyć.

Taką szkołę dał swoim uczniom Chrystus. Oj, nie była to szkoła łatwa! Jezus nie szczędził swoim najbliższym cierpkich uwag, a nawet i potrafił nawyzywać, żeby się najważniejsze rzeczy lepiej utrwaliły. Akurat sprawa krzyża należała do najważniejszych i najtrudniejszych, i stąd ta surowa stanowczość Jezusa. Może lepiej w ogóle nie być uczniem Jezusa, niż być uczniem złym i dawać fałszywe świadectwo o swoim Mistrzu.

Ta reprymenda Jezusa jest wciąż aktualna. Są chyba całe rzesze chrześcijan, którzy mieliby spore trudności, aby powiedzieć coś sensownego o swoim Zbawicielu i Jego nauce. Może nie ze złej woli, ale dlatego, że dotąd nigdy się nad tym nie zastanawiali. Więc może przyszła pora, aby coś w swej postawie zmienić?

Święta

Niedziela, XXV Tydzień zwykły
Rok B, II
Dwudziesta Piąta Niedziela zwykła

Licznik

Liczba wyświetleń strony:
75

Dzisiaj jest

niedziela,
23 września 2018

(266. dzień roku)

Zegar