Ocaliła mnie łza

 

Dwóch ludzi przyszło do świątyni, aby się modlić (Łk 18, 10).

 „Pobożni Żydzi modlili się trzy razy dziennie – o dziewiątej, o dwunastej i trzeciej po południu. Modlitwa miała szczególne znaczenie, gdy była zanoszona w świątyni i dlatego w tych godzinach wielu udawało się na teren świątyni, aby się modlić. Jezus wskazał na dwie takie osoby.

Jedną z nich był faryzeusz. Modlił się on w świątyni do siebie samego. Prawdziwa modlitwa zawsze jest kierowana do Boga i tylko do Boga. Faryzeusz właściwie przedstawiał Bogu dowody swojej nienaganności.

Prawo żydowskie zobowiązywało jedynie do jednego postu – w dniu Pojednania. Ci zaś, którzy usiłowali zdobyć u Boga szczególne przywileje, pościli również w poniedziałki i czwartki. Ciekawą rzeczą jest to, że dni te były dniami targowymi w Jerozolimie, do której ściągało wtedy wielu ludzi z bliższych i dalszych okolic. Poszczący bielili swoje twarze i z rozwichrzonymi włosami publicznie okazywali swoją pobożność tłumnie przybyłym na targ wieśniakom. Lewici (pracujący w świątyni) otrzymywali dziesięcinę od wszystkich płodów rolnych. Ten faryzeusz oddawał dziesięcinę ze wszystkiego, nawet z tego co nie było w zakresie jego obowiązków. Faryzeusze naprawdę nie szli do świątyni po to, aby się modlić. Po prostu informowali oni Boga, jak dobrymi byli ludźmi.

Drugą postacią był celnik. Stał on z dala i nie śmiał nawet podnieść ku Bogu swoich oczu. W pokorze przyznawał, że jest grzesznikiem. I właśnie ta pokora, samokrytyczna, wypływająca ze złamanego serca zdobyła przychylność Boga – powiada Jezus.

Podobieństwo to mówi o pewnych sprawach wiążących się z modlitwą.

1. Człowiek dumny nie może się modlić. Brama niebios jest tak niska, że można przez nią wejść tylko na kolanach.

2. Nie może się modlić również ten, kto pogardza swoim bliźnim. W modlitwie nie wznosimy się nad swoich bliźnich. Przypominamy jedynie, że należymy do wielkiej armii grzeszników, że jesteśmy jednym z ludzi spośród  cierpiącej ludzkości, że uginamy kolana przed tronem Bożego miłosierdzia.

3. Prawdziwa modlitwa ustawia nasze życie obok życia Bożego. Wszystko, co powiedział faryzeusz, na pewno było prawdą. Pościł, drobiazgowo odmierzał wszystkie dziesięciny, nie był podobnym do innych ludzi, a tym bardziej nie był podobny do tego celnika. Nie chodzi jednak o to, czy jestem lepszy od swoich bliźnich, lecz czy jestem tak dobry jak Bóg.

Wszystko zależy od tego, z kim lub czym siebie porównujemy. Gdy stawiamy swoje życie obok życia Jezusa, gdy porównujemy je ze świętością Boga, wtedy możemy jedynie westchnąć: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”

Kilka lat temu ukazała się książka pt. Ocaliła mnie łza. Opisuje ona prawdziwą historię kobiety niespełna sześćdziesięcioletniej, która z silnym bólem głowy zgłosiła się do szpitala. Lekarze zdecydowali, żeby na dzień lub dwa wprowadzić ją w śpiączkę farmakologiczną i podłączyć do respiratora. Próba wybudzenia po paru dniach nie powiodła się. Kobieta zapadła w śpiączkę, z której lekarze nie potrafią jej wybudzić. Ponieważ lubiła muzykę, zaczęto puszczać ulubione utwory. Nie przyniosło to jednak efektu. Nawet spróbowano jej zadać ból, aby sprawdzić, jaka będzie reakcja i nic. Kolejne dni upływają w śpiączce i brak jest u niej jakiejkolwiek reakcji na bodźce. Pojawiły się sugestie, że jest tylko roślinką i trzeba się już zacząć przygotowywać na pogrzeb. Wydawało się, że nic się już nie da zrobić, że nie jest możliwa żadna pomoc. I wtedy przyszła do niej do szpitala jej córka i powiedziała do niej następujące słowa: Nie możesz nas zostawić. Wiesz, jeszcze ci nie mówiłam, ale chciałabym mieć trzecie dziecko. I ty bezwzględnie musisz je poznać. Tak jak ono bezwzględnie musi poznać swoją babcię. Po wpływem tych słów z oczu leżącej w śpiączce kobiety płynie łza. Widzi ją cała rodzina. Od tego momentu kobieta zacznie powoli się wybudzać, wracać do życia i odzyskiwać sprawność.

Niesamowita historia, która ukazuje, co nas budzi do życia. Kobiety nie wybudziła ulubiona muzyka, ból czy lęk przed śmiercią. Obudziła się, ponieważ na świat miało przyjść dziecko, które ona chciała poznać i ponieważ to dziecko miało poznać swoją babcię. Tak naprawdę wybudziła ją miłość. A w zasadzie żal, że mogłaby nigdy nie poznać swojego wnuka.

W naszym życiu też potrzebujemy wybudzenia z pokładania nadmiernego zaufania w sobie samym, wybudzenia z dobrego samopoczucia, wybudzenia z samowystarczalności, aby w prawdzie stanąć przed Bogiem.

 [1] 

Powrót

Święta

Sobota, XIX Tydzień zwykły Rok A, I Dzień powszedn

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Licznik

Liczba wyświetleń strony:
41549

Dzisiaj jest

sobota,
19 sierpnia 2017

(231. dzień roku)

Zegar