Wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno...

Wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno.

Grobowiec nie pozostał opuszczony. Z daleka ukazała się grupa kobiet, które szły z miasta w kierunku grobu. Były to te same niewiasty, które w piątek wieczorem przygotowywały wonności, by lepiej jeszcze namaścić zwłoki, skoro tylko minie obowiązek spoczynku sobotniego (szabatowego). W grupie tej, według łącznych danych ewangelistów, znajdowały się: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, Salome, Joanna i inne z nimi. Co do czasu, w którym te pobożne niewiasty przyszły do grobowca, Marek mówi dość dziwnie, że bardzo rano w pierwszy dzień tygodnia (a więc w niedzielę) przyszły do grobu, gdy już wzeszło słońce (...) Prawda, że droga do grobowca nie była daleka, ale przyczynę, dla której niewiasty owe zużyły aż tyle czasu, by tam dotrzeć, podaje sam Marek; mówi on mianowicie, że tegoż jeszcze ranka, nakupiły wonności, aby pójść i namaścić go. Ich miłość do Jezusa nie zadowoliła się tym, co mogły przygotować jeszcze w piątek wieczorem. Niektóre z nich chciały na własny rachunek dołożyć jeszcze nieco do zgromadzonych zasobów, a zakupienie tych rzeczy wymagało pewnego czasu.

To typowe niewieście opóźnianie się było zbyt trudne do zniesienia dla Marii Magdaleny, która miała najbardziej impulsywny charakter i pełna była największego oddania. Jan Ewangelista mówi tylko o niej, a pozostali Ewangelicy wymieniają ją wśród niewiast jako pierwszą. Zostawiła więc ona w pewnym momencie swoje towarzyszki, zbyt opóźniające się z powodu zakupów i przygotowań, a idąc za głosem serca pobiegła sama do grobu

Odpowiedzialność za czas to jedna z najważniejszych umiejętności w życiu. Kto się tego nauczy, ten nie zmarnotrawi swojego życia, ten u kresu życia będzie naprawdę szczęśliwy. Podejście do czasu odsłania stan ludzkiego serca. Maria Magdalena nie była w stanie czekać, lecz skoro świt pobiegła do grobu. Z osobą kochaną pragniemy spędzać jak najwięcej czasu. Spieszymy się do niej.

Kardynał Adolf Bertram, były arcybiskup Wrocławia od 1914r., w swojej książce Charyzmaty pracy zamieścił ciekawe autobiograficzne wspomnienie. Kiedyś otrzymał list od 12-letniego chłopca, który prosił go o autograf, zbierał bowiem autografy wielkich ludzi. W pierwszym odruchu kardynał wrzucił list do kosza, sądząc, że nie warto tracić czasu na takie głupstwa. Po jakimś czasie wyjął jednak list z kosza, zaadresował nową kopertę i włożył do niej obok swego podpisu krótkie zdanie: Nigdy nie wróci stracony czas. Po dwunastu latach otrzymał ponownie list od tego samego chłopca, który w międzyczasie stał się młodzieńcem, klerykiem, kapłanem. Młody prymicjant zapraszał kardynała na swoje prymicje z uzasadnieniem, że dzięki temu jednemu zdaniu otrzymanemu przed dwunastu laty stał się innym człowiekiem. Porzucił swoje nałogowe lenistwo, próżność, bezczynność, zabrał się solidnie do nauki, zapukał do seminarium i oto teraz ma się stać kapłanem.

Kiedy się dobrze nad sobą zastanowimy, to stwierdzimy, że tym, co najbardziej marnotrawimy w życiu, jest czas.

Przeżywając zmartwychwstanie naszego Pana, patrząc na całe Jego ziemskie życie tak dobrze wykorzystane, warto postawić sobie pytanie o własne podejście do czasu. Jaka miłość w sercu, takie wykorzystanie czasu życia. Dla Boga, dla innych, dla świętości.

 [1] 

Powrót