Dlaczego tak wiele podziałów?

W pierwszym czytaniu z dzisiejszej liturgii słowa czytaliśmy o pewnych niepokojach i podziałach jakie w tamtejszej gminie korynckiej miały miejsce. Właściwie może nas to dziwić, że już w pierwszych latach chrześcijaństwa występowały takie problemy. Jednak chyba bardziej niż zdziwienie powinien ten tekst prowadzić do refleksji nad kondycją współczesnego chrześcijaństwa. Dlaczego dziś dwa tysiące lat później wciąż Ciało Chrystusa jakim jest Kościół chrześcijański jest wciąż rozrywane i podzielone? Dlaczego wśród nas tyle podziałów, uprzedzeń, a nierzadko i nienawiści? Dlaczego sami chrześcijanie przeciwstawiają się swojemu Kościołowi?

Nie jest to bowiem jedynie znak naszych czasów, ale stan, który ciągle się pogłębia i nasila od wieków. Bo konflikt w korynckiej gminie to jedynie początek. Kłócił się też Paweł z Piotrem. Kłócili się Ojcowie Kościoła i ich następcy. Doprowadziło to do podziału Kościoła na wschodni i zachodni w roku 1054. Później różnice jeszcze bardziej się potęgowały doprowadzając do kolejnych rozłamów i podziałów. Dlatego dziś możemy mówić o tak wielkiej liczbie wyznań chrześcijańskich, z których każde stara się udowodnić swoją wyższość nad innymi zamiast szukać możliwości dialogu.

Czy Jezus należy tylko do nas?

Czy gdyby dziś żył Chrystus, Jego słowa byłyby równie ostre? A może biorąc pod uwagę naszą historię byłyby jeszcze surowsze? Paweł bowiem stanowczo, ale zawsze w miłości napomina Koryntian za to, że doprowadzili do powstania wielu stronnictw. Czytamy, że byli tam wyznawcy Pawła, Apollosa, Kefasa i Chrystusa. Te stronnictwa odpowiadały różnym podejściom i wizjom jakie można było zaobserwować w ówczesnym chrześcijaństwie. Jedni byli nawróconymi poganami, inni wywodzili się z judaizmu. Każdy miał swoją wizję na wygląd i organizację Kościoła. Jedni chcieli utrzymać przepisy Starego Prawa, drudzy nie uważali tego za konieczne. Byli też tacy - Chrystusowi - którzy deklarowali swoją przynależność do Jezusa. To na pewno słuszne, jednak czy mieli oni prawo twierdzić, że Jezus należy tylko do nich?

Jakże pięknie i jednoznacznie odpowiada Paweł: Czy rozdzielony jest Chrystus? To pytanie powinno poruszyć serca nie tylko Koryntian, ale i nas. Jak bardzo my jesteśmy podzieleni, wiele dostrzega się dziś interesowności, co ja z tego będę miał i czy mi się to opłaca. Jak bardzo odeszliśmy od jedności chrześcijańskiej, gdzie nie szanuje się już ludzi chodzących do Kościoła modlących się o zgodę, jak bardzo odeszli niektórzy od szacunku do kapłana, który zwracając uwagę dyscyplinuje do wiary i pobożności. Jak wiele brakuje nam świętości. Łatwo powiedzieć, że kocham Jana Pawła II – to był człowiek święty, ale jak trudno nam podporządkować się jego nakazom mówiącym o pobożności, chodzeniu co niedziela do Kościoła. Czy pytania Pawła o zgodą w gminie w Koryncie nie jest aktualne i dziś?

Dlatego też Paweł i Piotr mimo różnic poglądów i rozbieżnych wizji Kościoła potrafili ostatecznie się porozumieć. Wiedzieli bowiem, że ich prywatne zdanie i opinie nie mogą przysłonić Ewangelii Jezusa Chrystusa. Dlatego osoby wierzące w Boga nie mogą podważać autorytetu Kościoła, mają dbać o jego powodzenie i jedność, nie mogą przynosić Chrystusowi wstydu, lecz utwierdzać siebie i innych w głębokiej wierze.

Dzisiejsza ewangelia opowiada nam o tym, w jaki sposób Jezus powoływał swoich uczniów. Jak zaangażował do wspólnego dzieła ludzi, którzy przecież tak bardzo się między sobą różnili. Tak odmienne mieli pochodzenie, wykształcenie i poglądy. Ale mimo to wpatrzeni w swojego Zbawiciela potrafili działać wspólnie. Wiedzieli przecież, że to nie ich własne zdanie i nie ich poglądy są najważniejsze. Zamiast tego wpatrzeni byli w swojego nauczyciela i Jego słowom byli wierni i posłuszni.

Pytanie brzmi czy i my dziś, jako powołani do służby Chrystusowi, zawsze jego mamy na pierwszym miejscu? Czy On jest dla nas najważniejszy, czy może nasze własne mądrości je przysłaniają. Jezus modlił się: „aby wszyscy byli jedno...", czy możemy mu dziś spojrzeć w oczy i powiedzieć, że jesteśmy uczciwi w wypełnianiu tych słów?

Trzeba mówić jednym głosem.

Nie chodzi jednak wcale o to, by Kościół był zjednoczony administracyjnie. Nie to jest najważniejsze. Ważne jest by wszędzie panowała jedność głoszenia Ewangelii i sprawowania sakramentów. Filip Melanchton, współpracownik Marcina Lutra, który na jego polecenie napisał Konfesję Augsburską (95 tez), w jednym z jej artykułów zamieścił takie słowa: „Do prawdziwej jedności Kościoła wystarcza zgoda w nauce Ewangelii i udzielaniu sakramentów. Konieczne zaś nie jest, aby wszędzie były jednakowe ludzkie tradycje albo obrzędy lub ceremonie przez ludzi ustanowione. Jak mówi Paweł: „jedna wiara, jeden chrzest, jeden Bóg i ojciec wszystkich”. Dziś w świecie, który tak bardzo odwraca się od Boga, a coraz więcej ludzi traci swoją wiarę, nasze wspólne świadectwo jest niezwykle ważne. Jeśli my, jako chrześcijanie, chcemy być traktowani poważnie musimy mówić jednym głosem, ponad podziałami, tak w rozumieniu Kościoła Powszechnego, Diecezji czy Parafii. Bo czy autentyczne jest chrześcijaństwo mówiące o miłości, a jednocześnie nawzajem się zwalczające? Dążenie do jedności jest więc dla nas wielkim zadaniem na XXI wiek. Przypomina mi się pewien francuski film pt. Boże Narodzenie. Opowiada on o autentycznych wydarzeniach z czasów I wojny światowej. W wigilię Bożego Narodzenia walczący ze sobą Szkoci, Francuzi i Niemcy postanowili przerwać walkę i wspólnie spędzić święta. Później nie chcieli już ze sobą walczyć. Tak właśnie Chrystus - Słowo, które stało się ciałem -odmienia ludzkie serca. Obyśmy i my byli świadkami Jezusa Chrystusa, by nasze życie było naśladowaniem, a naszym przewodnikiem jedynie Słowo Boże, które przyćmiewa wszelkie różnice i spory.

 [1] 

Powrót

Święta

Wtorek, II Tydzień Adwentu Rok B, II Dzień Powszedn

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Licznik

Liczba wyświetleń strony:
44303

Dzisiaj jest

wtorek,
12 grudnia 2017

(346. dzień roku)

Zegar